Re: NASA drepcze w miejscu?

Też patrzę na to z troską. Zauważę jednak, że koncept przechwycenia planetoidy i dobrania się do niej w okolicach Księżyca powstał w kwietniu, nie odbieram więc tego jako „porzucenie raz wybranej drogi” lecz jako znak tego, że ciągle jesteśmy w fazie koncepcji wstępnych i ich „konsultacji społecznych” (polityka). Nie bardzo czuję, czemu projekt przechwycenia planetoidy spotkał się ze sprzeciwem polityków: był inspirujący, ciekawy, elegancki – mym skromnym zdaniem. Trudno, realia. Gorzej, że dostrzec można niezależnie od tego wyraźnie dwie słabości programu kosmicznego:

– a jednak – niezdecydowanie. Gdyby twardo postawiono postulat „jednak Księżyc, porzućcie planetoidę” zrozumiałbym to. Tymczasem, podsłuchując polityków słyszę, ze jedni ciągle twierdzą, iż Księżyc nie jest koniecznym etapem, inni natomiast marzą o bazie Księżycowej (link_1, link2).

– słabe finansowanie niezależnie od wybranego celu – w drugim z linków mówi się wprost, że utrzymanie obecnego finansowania spowoduje, że wyprawy w stronę Marsa nie odbędą się praktycznie… nigdy.

Zwłaszcza ta ostatnia przeszkoda razi. Już dziś moglibyśmy planować częstsze wyprawy statku Orion na rakiecie SLS. Obecnie między pierwszym a drugim startem Oriona na SLS upłynąć mają… cztery lata. Przypomnę, że Apolla na Saturnie 5 potrafiły startować w odstępach… dwumiesięcznych.

Mamy niezłe hardware (SLS, Orion), brakuje funduszy, co oznacza po prostu brak woli politycznej. I może jej brakować, dopóki Amerykanie nie obudzą się z ręką w nocniku i nie stwierdzą, ze żadnym nakładem nie wyprzedzą już np. Chińczyków w ich wielce propagandowym lądowaniu na Księżycu. Obawiam się, ze do takiego impulsu być może brakuje nam kilkunastu – dwudziestu kilku lat.