Chmury chłodzą

Na Planet+ emitowany jest właśnie dokument w odcinkach „Kosmos”. I właśnie nie dawno omawiany był wpływ zmian aktywności Słońca (występowanie plam słonecznych) na klimat.

Gdzieś tam chyba w XVIII wieku, przeoczyłem, plamy słoneczne wygasły na 80 lat. Ten okres ma swoją nazwę, ale ja nie zapamiętałem. W tym czasie nastąpiło globalne ochłodzenie. Paradoksalnie zmniejszenie aktywności słońca dawało jakiś minimalny efekt, jeśli chodzi o ilość dostarczanej energii na Ziemię.

Więc co? – Wzrost zachmurzenia.

Autorzy postawili tezę i mocne dowody ją popierającą, że zmniejszenie aktywności słońca generuje większe zachmurzenie.

Ma to się odbywać w ten sposób. Mniejsza aktywność – mniejsze natężenie pola magnetycznego Słońca – mniejsza ochrona Ziemi przed promieniowaniem kosmicznym.

I teraz chyba najciekawsza część.

Promieniowanie kosmiczne powoduje powstawanie ośrodków kondensacji w chmurach, na których tworzą się krople deszczu. To chyba powinno częściej padać? O! Właśnie – co za dużo to niezdrowo. Przedstawiono następujący mechanizm. Gdy ośrodków kondensacji jest mało wtedy cząsteczki wody dołączają się jedna po drugiej, aż kropla osiągnie odpowiedni ciężar i spadnie w postaci deszczu. Natomiast, gdy tych ośrodków jest dużo, to żaden z nich nie ma szansy osiągnąć odpowiednią masę, aby stać się kroplą deszczu.

To chyba meteorolodzy nazywają – chmurą z „dużymi” kroplami. „Dużymi” w cudzysłowie, bo w naszej skali to wciąż drobnica.

Chyba na tym przykładzie można stwierdzić, że chmury lokalnie „grzeją”, ale globalnie chłodzą.